07 czerwca, 2022

Demolition Racer - zapomniany i niedoceniany klasyk

Temat gier komputerowych postanowiłem zacząć od tytułu, który tak naprawdę był pierwszą, pełnoprawną grą wideo, w którą miałem okazję zagrać. Jeszcze jako 7-8 letnie dziecko ogrywałem jej demo na starym pececie mojej cioci, wyposażonym w system Windows 98. Zrobiła wówczas na mnie obłędne wrażenie i mimo że, jak na demo przystało, była maksymalnie okrojona - do jednego samochodu, jednego trybu gry, jednej trasy i dwóch utworów - była niesamowicie wręcz grywalna i klimatyczna, i za każdym razem wciągała mnie na długie godziny. Również na długie lata zdefiniowała dla mnie pojęcie naprawdę dobrej gry wyścigowej i do dzisiaj wracam do niej z nieukrywaną przyjemnością. Nie wspominając już o tym jak dobrze sprawdza się ona jako terapia odstresowująca po ciężkim lub irytującym dniu. Tytuł z niezrozumiałych powodów bardzo zapomniany i niezwykle niedoceniany, który zestarzał się lepiej niż równoletni mu Test Drive 6 (o którym też kiedyś na pewno porozmawiamy).
 
Demolition Racer, bo o tej grze mowa, powstało jako spin-off ówczesnego wcielenia serii Test Drive, rozwijanej przez Infogrames i Pitbull Syndicate. O tym, że omawiana gra i debiutujący niedługo później Test Drive 6 to nieodrodne rodzeństwo, przekonuje przede wszystkim bardzo podobna mechanika zarówno sterowania samochodem, jak i rozwiązań menu. Wydaje się jednak, że o ile w przypadku serii Test Drive twórcy nie za bardzo wiedzieli co jeszcze mogą wymyślić, by gracza jakkolwiek zaskoczyć, o tyle w kwestii Demolition Racer dostali za zadanie stworzyć grę, którą tak naprawdę zawsze stworzyć chcieli.
 
Sama idea zabawy jest prosta jak drut - oto bierzemy udział w niezwykle widowiskowych wyścigach z kategorii destruction derby, gdzie obok ewentualnego zwycięstwa naszym zadaniem jest sianie chaosu i zniszczenia, a najlepiej wyeliminowanie z zawodów pozostałych kierowców. Całość, jak na 1999 rok przystało, jest jednowątkowa aż do bólu - brak tu jakichkolwiek aktywności pobocznych, jakiejkolwiek ciągłości przyczynowo-skutkowej, nie pokuszono się nawet o stworzenie trybu multiplayer czy możliwości zabawy na podzielonym ekranie. Gra to po prostu typowy single player. Trochę szkoda, ale uwierzcie mi, że i tak nie sposób się nudzić.
 
Bardzo ciekawie rozwiązano już ekrany wprowadzające. Zamiast typowych napisów-ostrzeżeń o bezpiecznym prowadzeniu samochodu, przestrzeganiu przepisów ruchu drogowego, itp. dostajemy naprawdę pomysłowo zrobiony filmik, utrzymany w konwencji filmu szkoleniowo-instruktażowego (obowiązkowo z przynudzającym lektorem i klimatyczną muzyczką). I gdy już zaczynamy ziewać, a ręka sama wyciąga się do klawisza Enter, by filmik wyłączyć, z chwilowego otępienia wyrywa nas przejeżdżający z piskiem opon pirat drogowy, a w sekundę później porywa i niszczy nas zespół Fear Factory i przebitki z prawdziwych zawodów zniszczenia. Po prostu bomba! Musze przyznać, że chyba nigdy w żadnej innej grze nie widziałem tak pomysłowo i klimatycznie zrobionego intro.
 
Menu główne
Chwilę później lądujemy w głównym menu. Nie wybija się ono ponad przeciętność, jest proste i czytelne, a ponieważ tytuł w żadnym razie nie pretenduje do miana ambitnego lub jakkolwiek odkrywczego czy rozbudowanego, podstawowe opcje zabawy są zaledwie dwie - pojedynczy wyścig lub Liga Zniszczenia. Pierwszej opcji opisywać chyba nie muszę, bo jest to absolutny standard - wybieramy dowolny dostępny samochód, dowolną dostępną trasę i dowolny dostępny tryb zabawy (o czym za chwilę), a następnie zaczynamy właściwą rozgrywkę. Nieco więcej atrakcji oferuje tryb Ligi, który zaczynamy oczywiście jako kompletny amator, a naszym celem jest rzecz jasna zostanie najlepszym. Bynajmniej oczywiście nie ma tu miejsca na jakiekolwiek zabawy choćby ze szczątkową fabułą. Po prostu mamy z góry ustalony porządek kolejnych zawodów, które trzeba ukończyć, by ukończyć też samą grę i odblokować dostępną w niej zawartość. I tak na przykład Rookie League zaczynamy z zadaniem ukończenia każdego wyścigu na co najmniej piątej pozycji, dysponując przy tym jedynie średnim samochodem. W Semi Pro League musimy już ukończyć każdy wyścig na co najmniej trzecim miejscu i dostajemy przy okazji do dyspozycji nieco lepsze i szybsze samochody. Z kolei ligi Pro i Endurance musimy rozegrać tak, by każdy wyścig ukończyć na pierwszym miejscu (co wcale nie jest takie proste). Osobnym rodzajem zabawy jest tryb Arena League, w którym rywalizujemy z innymi kierowcami na trzech okrągłych arenach zniszczenia. Celem jest totalna rozwałka i przetrwanie całych zawodów.
 
Menu wyboru zawodów
Wygrywanie poszczególnych wyścigów oraz całych zawodów pozwala na odblokowanie tras, samochodów oraz trybów gry.
 
Do naszej dyspozycji oddano w sumie pięć trybów zabawy:
- Demolition - wyścig z totalną demolką. Naszym zadaniem jest sianie kompletnej destrukcji oraz skończenie wyścigu na jak najlepszej pozycji. Od tego ile naniszczymy i ile punktów zdobędziemy, zależy nasza ostateczna pozycja. Możemy zatem dojechać na metę na miejscu piątym czy ósmym, ale zgromadzona liczba punktów może sprawić, że w ostatecznej klasyfikacji będziemy na miejscu trzecim a być może nawet pierwszym. Jeśli jednak ukończymy wyścig na miejscu pierwszym, ale nie zdobędziemy wystarczającej liczby punktów za zniszczenia, w ostatecznej klasyfikacji na pewno nie będziemy na szczycie tabeli. W tym trybie zabawy z góry narzucone są trzy okrążenia na każdym z torów.
- The Chase - absolutny standard, prosty wyścig na 3 do 5 okrążeń, bez żadnych dodatkowych wymysłów. Wygrywa ten, który dojedzie na metę jako pierwszy. Za ewentualne zniszczenia nie dostajemy żadnych punktów.
Arena zniszczenia
- Chicken - czyli tzw. zabawa w cykora. Nasz samochód jako jedyny jest ustawiony w kierunku przeciwnym do kierunku jazdy pozostałych zawodników. Zasady są podobne do trybu The Chase, z tą różnicą, że musimy unikać czołowych kolizji z pozostałymi kierowcami. W tym trybie również nie otrzymamy punktów za jakiekolwiek zniszczenia.
- Last Man Standing - pierwszy z dwóch trybów, rozgrywany na trzech arenach zniszczenia. Naszym celem jest sianie chaosu i zniszczenia, ale w taki sposób, by przetrwać do samego końca. W tym trybie zniszczenia są punktowane w taki sam sposób jak w trybie Demolition. Nasza ostateczna pozycja zależy od tego ile punktów zdobędziemy oraz jak szybko damy się zabić. Jeśli przetrwamy do samego końca jako ostatni sprawiedliwy i odpowiednio dużo naniszczymy, uda nam się zdobyć pierwsze miejsce.
- Suicide - wariacja na temat poprzedniego trybu, z tą różnicą, że tym razem celem zabawy jest jak najszybsze zniszczenie własnego samochodu. Każdy więc stara się zabić się sam. W tym trybie nie dostajemy żadnych punktów za ewentualne kolizje, a o pozycji w rankingu decyduje czas "zgonu".
 
Rywalizować możemy na dziesięciu torach oraz trzech arenach zniszczenia, a do wyboru mamy osiem samochodów. Na zróżnicowanie tras z pewnością nie da się narzekać, w końcu mamy trasy dłuższe i krótsze, stosunkowo proste, jak i maksymalnie pokręcone. Przyjdzie nam jeździć na typowych torach wyścigowych, ale też na wielopoziomowym parkingu, złomowisku, po obrzeżach miasta, czy po składowisku toksycznych odpadów. Twórcy wykazali się tutaj naprawdę sporą kreatywnością, po wszystkich trasach jeździ się bardzo przyjemnie (może jedynie z wyjątkiem złomowiska), w intuicyjny sposób korzysta się ze wszelkiej maści skrótów czy rozwidleń, a same zakręty w przeważającej ilości przypadków stworzono tak, by spotęgować jeszcze potencjalne kraksy i zniszczenia.
 
Sam model zniszczeń jak na tamte lata po prostu musiał przyprawiać o zawrót głowy. Samochody gną się i deformują niemal przy każdym uderzeniu, szyby tłuką się i wypadają, widać odpryskujący lakier, odpada maska silnika czy otwiera się bagażnik, a nawet wyginają się osie kół. Dym oraz ogień z płonących wraków również zrobiono jak na tamte czasy bardzo przekonująco. Co prawda wszelkiego rodzaju zniszczenia są oczywiście do pewnego stopnia schematyczne, a wiele części z samochodu niestety nie odpadnie, ale trudno tu naprawdę do czegokolwiek się przyczepić. Jak na tamte lata wszystko wygląda bardzo wiarygodnie i przekonująco. Ośmielę się stwierdzić, że porównywalnie dobry model zniszczeń zaoferował chyba dopiero rok późniejszy Need For Speed Porsche Unleashed.
 
Skoro już o zniszczeniach mowa, warto chyba wspomnieć co nieco o samej oprawie graficznej omawianego tytułu, która... niestety nie powala na kolana. O ile jeszcze do wykonania samych tras nie można mieć szczególnych zastrzeżeń, o tyle samochody to bardzo proste modele, złożone z niewielkiej ilości poligonów. Niestety też są to pojazdy całkowicie fikcyjne, co być może wynika z faktu niższego niż dla serii Test Drive budżetu lub niechęci istniejących w rzeczywistości producentów do pokazywania zniszczeń ich wozów. Każdy z samochodów możemy dowolnie pomalować w dwutonowym schemacie malowania. Da się też dobrać oba kolory w taki sposób, by powstał jednolity lakier dla całej karoserii. Możemy też wybrać rysunek lub numer prezentowany na dachu naszego wozu.
 
Do wyboru mamy jeden schemat malowania
każdego samochodu w dwa dowolne kolory


 
Niestety, wybór danego typu samochodu automatycznie powoduje, że inni kierowcy również używają tego samego modelu co my i nie ma od tej zasady żadnych wyjątków. Z jednej strony sprawia to, że szanse są bardzo wyrównane, z drugiej zaś znika jakiekolwiek poczucie niepewności i nieprzewidywalności.
 
Nie zachwyca też model jazdy, który jest zręcznościowy do bólu, a same samochody zachowują się tak, jakby ważyły 5kg, względnie jakby były tekturowymi pudełeczkami. Ponadto rozpędzają się one do absurdalnych prędkości i nawet po maksymalnym spowolnieniu gry dostępnym do tego specjalnym ustawieniem w opcjach, mamy wrażenie kompletnego oderwania od rzeczywistości.
 




 
Opcje gry pozwalają na włączenie tzw. power-upów, ułatwiających, ale też w ciekawy sposób urozmaicających rozgrywkę. Po włączeniu tej opcji w różnych miejscach na trasach zostają rozlokowane różnokolorowe skrzynki - żółte z tarczą zawierają bonus w postaci losowej liczby dodatkowych punktów, zielone z kluczykiem trwale naprawiają samochód, niebieskie z tarczą na krótki czas czynią go niewrażliwym na zniszczenia, zaś czerwone z napisem TNT zawierają w sobie materiał wybuchowy i skutecznie niszczą nasze auto lub nawet całkowicie eliminują z wyścigu.
 
Oprawa muzyczna prezentuje się bez zarzutu. Muzyka jest ostra i agresywna, obok kompozycji czysto instrumentalnych, przygrywających w czasie wyścigów, możemy też posłuchać szeregu piosenek w wykonaniu zespołów Fear Factory, Cirrus oraz Empirion. Część kompozycji, zwłaszcza w wykonaniu Fear Factory pojawiło się tylko w tej grze oraz na towarzyszącym jej soundtracku i nie są one dostępne nigdzie indziej. Warto wspomnieć, że w wersji demonstracyjnej gry mogliśmy usłyszeć jedynie dwa utwory - "Gamma" zespołu Empirion, odgrywany w czasie wyścigu na trasie Pitbull Speedway, oraz "Will There Never Be An End" Fear Factory w menu gry.
 
Oficjalny soundtrack z gry

Oficjalny soundtrack z gry
 
Warto wspomnieć, że oficjalnie wydano dwie wersje soundtracku z gry z dziewięcioma i czternastoma utworami. Ten pierwszy nie zawiera w ogóle kompozycji grupy Fear Factory. Niestety żadna wersja soundtracku nie zawiera wszystkich kompozycji zawartych w grze, ale w zamian możemy posłuchać nieobecnego w grze remiksu "Stop And Panic" zespołu Cirrus oraz w ogóle nieobecnego w grze w żadnej formie utworu "Replica" Fear Factory. Prawdopodobnie nieprawidłowo podpisano utwór Tommy'ego Tallarico - na płycie z soundtrackiem utwór nosi tytuł "Melt Down", podczas gdy w grze figuruje pod nazwą "Moving Violation", zaś "Melt Down" jest jeszcze inną kompozycją tego artysty.
 
Wracając do samej gry warto jeszcze wspomnieć, że bardzo dobrze i przekonująco wypadają dźwięki wszelkiego rodzaju stłuczek i zderzeń. Rewelacyjnie wręcz wypada odgłos falującej od pędu powietrza otwartej maski. Słabo z kolei rozwiązano kwestię dźwięku silnika - dla każdego samochodu jest taki sam, mimo że podczas startu wyścigu wyraźnie słychać, że każde z aut miało w założeniach brzmieć inaczej.
 
Podsumowując - mimo pewnych uproszczeń i niedociągnięć, gra prezentuje bardzo dobry poziom nawet dziś, mimo tego, że na rynku miała ostrą konkurencję pod postacią serii Flat Out, dwóch części Destruction Derby, czy też Wreckfest. Mimo swej być może niewyszukanej formy wciąż dostarcza fantastycznych wrażeń i godziwej rozrywki, choć wizualnie niestety nie zestarzała się najlepiej. Od strony technicznej tytuł działa płynnie i stabilnie, bez większych problemów współpracuje z nowszymi systemami Windows, choć konieczne jest rozwiązanie kwestii muzyki, ponieważ dostępne z grą biblioteki SDK od Windows Media Audio są z tymi wersjami niekompatybilne (prawdopodobnie od Visty wzwyż) - poradnik jak wyeliminować ten problem można znaleźć na PC Gaming Wiki. Oryginalne kopie gry niestety są dość trudne do kupienia, najprościej znaleźć je na eBay lub Amazon. Osobną kwestią pozostaje soundtrack, który najprawdopodobniej był wydany jako tzw. promo, o czym świadczy nadruk "Not For Resale". Tutaj poszukiwania mogą być bardzo żmudne, a ceny dość wysokie. W każdym razie gorąco polecam fanom wszelkiej maści wyścigów i osobom szukającym czegoś nieszablonowego. Moim zdaniem rozczarowania na pewno nie będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kraftwerk - "3-D The Catalogue". Zmarnowany potencjał.

Nie ma chyba na świecie człowieka, który interesowałby się muzyką i nie słyszałby nawet jednym uchem o niemieckim zespole Kraftwerk. Wielu z...