22 czerwca, 2022

Network Q RAC Rally Championship – jedna z najlepszych gier rajdowych w historii

Dzisiaj cofniemy się w czasie aż do roku 1996 i do jednej z pierwszych tego typu gier w ogóle, przynajmniej jeśli mówimy o produkcjach przeznaczonych na DOS-a. Co prawda na rynku był już wówczas dostępny pierwszy "Need For Speed", którego podstawowa wersja pojawiła się już w 1994 roku, ale to właśnie DOS-owe "Rally Championship" okazało się być prawdziwie fantastycznym i dopracowanym w najmniejszych detalach tytułem. Grą, która bawi i zachwyca nawet dziś, mimo ćwierćwiecza na karku.

Na samym początku wyjaśnijmy sobie jedną rzecz – mimo że urodziłem się w roku 1992, swoje pierwsze doświadczenia z grami komputerowymi miałem dopiero w okolicach roku 1998 i były to już gry typowo pecetowe, to znaczy przeznaczone na system Windows. Nawet nie miałem wówczas pojęcia o istnieniu jakichkolwiek innych platform czy konsol. Przyznam szczerze, że nigdy też nie pociągało mnie przesadne cofanie się do tytułów sprzed ery Windows, stąd moja wiedza o większości gier z czasów DOS-a jest znikoma. Niemniej jednak kilka tytułów miałem okazję widzieć, a w niektóre miałem przyjemność zagrać – dwa mam nawet w mojej osobistej kolekcji. Jednym z nich jest właśnie to wcielenie "Rally…", drugim wspomniany już pierwszy "The Need For Speed" w wersji SE.

Studia Magnetic Fields żadnemu szanującemu się graczowi przedstawiać chyba nie trzeba. Ojcowie fantastycznej, znanej z Amigi serii Lotus i chyba najwięksi specjaliści, a przynajmniej jedni z największych, jeśli chodzi o branżę gier wyścigowych. Praktycznie każda z ich gier to dopracowany i dopieszczony w najmniejszych detalach produkt, przykuwający do ekranu na długie godziny, a przy tym są to bardzo sprytnie i inteligentnie zaprowadzone kawałki kodów, dowodzące gruntownej znajomości możliwości sprzętów, na które były pisane.

Nie inaczej jest w przypadku tej odsłony "Rally Championship", która tak naprawdę jest sequelem i dalekim rozwinięciem pomysłów z "Network Q RAC Rally" z roku 1993. Nawet pełna nazwa gry – "Network Q RAC Rally Championship" – może co niektórych wprowadzać w błąd i być może to po części tłumaczy dlaczego ta gra dzisiaj jest już raczej zapomniana.

A wielka szkoda! Bo jest to zdecydowanie jedna z najlepszych gier rajdowych, w jakie dane mi było grać. Już pierwszych kilka chwil spędzonych z tym tytułem powoduje opadnięcie szczęki z zachwytu. Menu jest bardzo proste i czytelne, obsługiwane oczywiście za pomocą klawiatury. Ogromny szacunek budzi mnogość dostępnych w grze opcji, dostosowujących ją do działania. Dzisiaj oczywiście nie robi to już większego wrażenia, bo dzięki emulatorowi DosBox bez problemu możemy grać na najwyższych możliwych ustawieniach, ale sam fakt, że twórcy przewidzieli słabsze konfiguracje i ograniczenia z nimi związane zasługuje na ogromny plus.

Obok tego w grze możemy też przejrzeć specyfikacje samochodów, które nie tylko możemy przeczytać, ale też usłyszeć z ust lektora! Po prostu szok. Do tego obok zdjęć samego samochodu możemy podziwiać obracający się model auta z gry. W podobny sposób możemy też zapoznać się z historią i zwycięzcami rajdu oraz przejrzeć trasy poszczególnych etapów. Nie wiem czy istniała w tamtym czasie gra, która była tak rozbudowana, chyba że weźmiemy pod uwagę pierwszego NFS-a. Wspomniane elementy gry zostały jeszcze lepiej dopracowane w nowszym tytule Magnetic Fields "Rally Championship 2000", o którym na pewno kiedyś pojawi się wpis.

Wróćmy jednak do DOS-owego "Rally". Kolejnym elementem, który musiał w tamtym czasie kłaść na łopatki, były trasy. Mianowicie nie były one fikcyjne, tylko opierały się na jak najbardziej istniejących w rzeczywistości odpowiednikach. Naturalnie były one znacząco uproszczone, ale już samo to, że ktoś zadał sobie tyle trudu, by w miarę wiarygodnie przedstawić trasy prawdziwego rajdu zdecydowanie wyróżnia tę grę na tle innych podobnych produkcji. Śmiem twierdzić, że pod tym względem "Network Q RAC Rally Championship" zawstydza nawet wydanego dwa lata później pierwszego "Colina McRae Rally". Do tego dochodzi bardzo istotna uwaga – długość tras w grze waha się od zaledwie kilku kilometrów, do niemal 60 w przypadku odcinka Pundershaw. Również ten element gry został później jeszcze rozwinięty we wspomnianym już "Rally Championship 2000". Warto dodać, że tak w menu głównym, jak i na ekranach z tablicami wyników cały czas przygrywa nam skomponowana specjalnie do gry, całkiem udana ścieżka dźwiękowa, której możemy też posłuchać osobno po włożeniu płyty z grą do tradycyjnego odtwarzacza CD.

W ten sposób dochodzimy do tego, co najważniejsze w każdej tego typu grze – grafiki oraz samej rozgrywki. Naprawdę aż ciężko się pisze o tak dobrych tytułach, bo tekst z założenia musi się składać z samych peanów pochwalnych. Dlatego chyba nikogo specjalnie nie zaskoczę, jeśli powiem, że oprawa audiowizualna jak na tamte czasy po prostu powala. Grafika wygląda fantastycznie, a jej przekształcenia dające złudzenie akcelerowanego efektu 3D naprawdę zrobiono z ogromnym pietyzmem – wszystko cały czas jest proporcjonalne, nie ma żadnych gliczy, znikających tekstur i innych bugów. Deszcz, zmienne warunki pogodowe i oświetlenie tras w nocy również zachwycają. Naprawdę trzeba się było napocić dla osiągnięcia takich efektów w 1996 roku.

Twórcy przewidzieli też widok z kokpitu.

Mało tego, w grze mamy do czynienia ze stosunkowo realistycznym i – uwaga – dość wrednym modelem zniszczeń. Co prawda na samej karoserii nie widać żadnych deformacji ani odpadających części, ale uwierzcie mi, że ukończenie mistrzostw jest naprawdę bardzo wymagające, mimo że sam model jazdy jak na tego typu grę jest bardzo przyjemny. Jednym słowem, w grę trzeba się nauczyć jeździć, by w ogóle możliwe było jej ukończenie. Co jakiś czas między etapami mamy też strefę serwisową, w której możemy naprawić uszkodzone elementy wozu. Uczulam od razu, by nie szaleć i nie wymieniać skrzyni biegów od razu w pierwszej strefie serwisowej, tylko najlepiej poczekać z tym do czasu, aż zaczną wypadać biegi, bo ten akurat podzespół w czasie całych mistrzostw możecie wymienić tylko jeden raz. Być może gra symuluje w ten sposób zasady prawdziwego sezonu rajdowego, ale, choć jest to naprawdę irytujące, znacząco podnosi poziom realizmu. Naprawdę trzeba myśleć nad tym co się robi i jak się jedzie. Za to również ogromny plus.

Jak na prawdziwą grę rajdową przystało, mamy tu oczywiście pilota, który kieruje nas przez całą długość trasy. Należy tutaj od razu zaznaczyć, że z racji wieku gry jego komentarze są bardzo ograniczone, a zatem dostajemy jedynie informację o rodzaju zakrętu i o tym jak jest ostry w postaci słów "Easy/Medium/Hard" i "Left/Right", a w przypadku nawrotu "Hairpin Left/Right". Okazjonalnie pojawia się też komenda "Jump" przed ewentualnymi wyskoczniami. Osoby obeznane z nowszymi tytułami będą musiały przyzwyczaić się do tej prostoty, ale zaręczam, że już po kilkunastu minutach jedzie się bez większego problemu.

W grze mamy też możliwość wzięcia udziału w trybie Arcade. Rozgrywka jest wówczas bardzo zbliżona do rajdu, z tą różnicą, że na trasie mamy też inne samochody, które musimy wyprzedzić, a dodatkowo musimy też dojechać do końca każdego etapu przed upłynięciem wyznaczonego czasu. Do dyspozycji oddano nam pięć poziomów, z których każdy następny jest nieco trudniejszy od poprzedniego. Ponadto, do gry wydano specjalny dodatek "X-Miles", który rozszerzał ją o dodatkowy poziom zręcznościowy i aż dziesięć nowych tras. Po prostu bomba.

Do dyspozycji oddano nam sześć istniejących w rzeczywistości wozów rajdowych, w większości z grupy A (jak choćby Subaru Impreza), ale też jeden z grupy N (Proton Wira). Ponadto samochody są podzielone na klasy, i tak na przykład Subaru Impreza czy Skoda Felicia należą do tej samej grupy A, ale różnią się klasą – odpowiednio Subaru to klasa ósma zaś Skoda szósta. Może nie jest to wielka różnorodność, ale z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.

Podsumowując – bez żadnego wstydu i przesady gra doskonale daje radę nawet dzisiaj – wciągnęła mnie na długie godziny i uważam, że była warta każdej złotówki, którą na nią wydałem. To naprawdę dziejowa niesprawiedliwość, że tak dobrej ekipy jak Magnetic Fields nie ma już na rynku, bo ci ludzie naprawdę umieli robić świetne gry. Z drugiej strony, jeśli bankructwo było im niestety pisane, to dobrze, że karierę zakończyli innym, nie mniej świetnym tytułem, jakim jest wspomniane już wcześniej "Rally Championship 2000". A co do "Network Q RAC Rally Championship", pozostaje mi powiedzieć tylko jedno – kupować i grać, z oczywistym tylko założeniem, że to nie nowy DIRT i zwyczajnie gra wygląda jak na drugą połowę lat 90. przystało. Naprawdę żal, że dzisiaj nie robi się już tak dobrych i prostych zarazem gier.

Nie zabrakło też odcinków nocnych. Za wykonanie
oświetlenia również należy się pełen szacunek.

W grze naprawdę czuć po jakiego rodzaju nawierzchni
jedziemy. Ekran gry jest bezproblemowo czytelny.
Nie poskąpiono nawet lusterka - przypominam, że
to gra na system DOS. Nawet dziś dla wielu tytułów
lusterko wsteczne to przeszkoda nie do przeskoczenia.

Jak na odcinki leśne przystało, nie zabrakło też
fragmentów szutrowych oraz żwirowych.
Odgłosy opon na żwirze i szutrze pierwsza klasa.

Jak na prawdziwy symulator przystało, wywrotki są
jak najbardziej możliwe. Zabierają też dość dużo
cennego czasu.

Jak na DOS-ową produkcję menu jest bardzo
rozbudowane, ale jednocześnie proste i intuicyjne.
Obsługa wyłącznie klawiaturą.

Mnogość ustawień poziomu trudności naprawdę
oszałamia.

Grafika w grze i tak jest jej mocną stroną, a jak widać
można ją jeszcze poprawić.

Ilość możliwych konfiguracji grafiki naprawdę szokuje.

Gra zawiera też profesjonalne dane o każdym
występującym w niej samochodzie.

Twórcy umożliwili nam również poznanie historii
rajdu. Kto dzisiaj jeszcze myśli o takich rzeczach?

Odcinki specjalne nie są dziełem wyobraźni twórców.
Każdy z nich istnieje w rzeczywistości.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kraftwerk - "3-D The Catalogue". Zmarnowany potencjał.

Nie ma chyba na świecie człowieka, który interesowałby się muzyką i nie słyszałby nawet jednym uchem o niemieckim zespole Kraftwerk. Wielu z...