10 czerwca, 2022

Gary Numan - The Pleasure Principle

Dzisiejszy wpis postanowiłem poświęcić artyście, który tak naprawdę natchnął mnie do założenia tego bloga. A konkretniej natchnęła mnie do tego jakość reedycji jego tytułów, która jest... lekko dyskusyjna. Przynajmniej jeśli mowa o wydaniach z końca lat 90.

Gary Numan, a tak naprawdę Gary Anthony James Webb swoją karierę muzyczną zaczął pod koniec lat 70, kiedy nie miał jeszcze nawet 20 lat. Swoją pierwszą gitarę i zarazem jeden z największych skarbów w życiu, dostał od ojca w wieku 15 lat i krótko potem zaczął grywać w lokalnych zespołach, jednocześnie szukając interesujących ofert współpracy w piśmie Melody Maker. Próbował nawet swych sił jako gitarzysta wówczas jeszcze nieznanego The Jam, ale niestety nie został przyjęty. Krótko potem dołączył do zespołu Mean Street and the Lasers, w którym poznał basistę Paula Gardinera. Zespół szybko przekształcił się w grupę znaną jako Tubeway Army i podpisał kontrakt z wytwórnią Beggars Banquet Records. Numan pierwotnie występował pod pseudonimem "Valerian", który zaczerpnął ze swej ulubionej serii francuskich komiksów s-f "Valérian and Laureline". Porzucił go jednak na rzecz lepiej brzmiącego "Numan", który z kolei zapożyczył z jednej z książek telefonicznych, od nazwiska hydraulika "Neumann".

Mimo porażki pierwszych dwóch singli, nowy zespół szybko zdobywał popularność, a jego debiutancki album (o którym kiedyś na pewno napiszę), mimo iż pierwotnie wydany w liczbie zaledwie 5 tysięcy kopii, szybko się wyprzedał, choć nie był wówczas notowany na listach przebojów.

Przełom nadszedł wraz z pojawieniem się albumu "Replicas" i promującego go utworu "Are Friends Electric?". Właśnie ta piosenka była tą pierwszą, którą miałem okazję usłyszeć, a było to w okolicach 2008 roku, kiedy grałem w grę Need For Speed Carbon - wspomniany utwór był częścią soundtracku w grze i zrobił wtedy na mnie piorunujące wrażenie. Nie mogłem wręcz uwierzyć, że jeszcze w roku 1979 ktoś w ogóle był w stanie nagrać COŚ takiego. Krótkie śledztwo szybko doprowadziło mnie do poznania utworów "Cars" oraz "Complex", a chwilę potem również całej płyty "The Pleasure Principle".
 
Muszę przyznać, że pierwsza konfrontacja z tym albumem nie należała do łatwych i nie od razu zostałem jego miłośnikiem - trzeba otwarcie przyznać, że jest to dość specyficzna, zimna i ponura muzyka, która nie każdemu przypadnie do gustu. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę dość charakterystyczną manierę wokalną samego Numana, do którego barwy głosu trzeba się przyzwyczaić. Całość jest dość oszczędnie zaaranżowana. Praktycznie we wszystkich utworach główną rolę odgrywa syntezator Mooga, wsparty basem, przetworzoną elektronicznie perkusją i okazjonalnie fortepianem oraz altówką. Mimo że Gary niemal od zawsze wykorzystywał również gitarę, na tej płycie nie ma praktycznie ani jednego dźwięku pochodzącego z tego instrumentu. Wśród sztuczek producenckich znalazły się między innymi rozmaite filtry, reverb czy fazer. Wszystko to razem sprawiło, że płyta brzmi nie tylko mocno syntetycznie, ale wręcz robotyczno-mechanicznie, nie przypominając sobą praktycznie niczego, co kiedykolwiek wcześniej pojawiło się na rynku - a trzeba pamiętać, że w tamtym czasie od kilku już lat z powodzeniem działały zespoły Kraftwerk i Yellow Magic Orchestra, czy Jean-Michelle Jarre.

Album otwiera instrumentalny "Airlane". Kilka pierwszych dźwięków analogowego syntezatora praktycznie od razu wprowadza charakterystyczny klimat całości. Jeśli komuś nie spodoba się ten dystopijny, ale też przebojowy wstęp, z romansu z całym albumem prawdopodobnie niewiele wyjdzie. Następny w zestawie i być może znany niektórym z wykonania Nine Inch Nails "Metal" wprowadza jeszcze cięższy klimat, z tekstem zaśpiewanym z perspektywy androida, chcącego stać się człowiekiem. W podobny sposób skonstruowana jest późniejsza piosenka "M.E", z tą różnicą, że tu mamy do czynienia z historią opowiedzianą przez ostatnią pozostawioną przez ludzi maszynę na świecie. "Complex" jest być może najpiękniejszą piosenką, jaką Numan kiedykolwiek stworzył, do tego dowodzącą jego niesamowitego wyczucia - Gary dokonuje tu rzeczy niemal niemożliwej, łącząc długi, instrumentalny wstęp, poprowadzony na syntezatorze, fortepianowych ozdobnikach i altówce, ze stosunkowo krótkim tekstem, w rezultacie tworząc jeden ze swych największych przebojów i jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów ze swego dorobku. Wydany na singlu, "Complex" zawędrował na szóste miejsce brytyjskich list przebojów. Z kolei utwór "Films" według słów Afrikii Baambaty, miał ogromny wpływ na powstanie amerykańskiej sceny hip-hopowej.

Największym przebojem z albumu, znanym wielu osobom, w tym również z wersji nagranej przez Fear Factory, jest utwór "Cars", numer jeden nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale również w Kanadzie, do tego hit z pierwszej dziesiątki list w USA. Piosenka, która bardzo skutecznie oparła się wpływowi czasu - była przebojem nie tylko w roku 1979, ale też w 1987 (w unowocześnionej wersji) i w 1999 (we wspomnianym już wydaniu Fear Factory). Niesiona niesamowicie charakterystycznym riffem syntezatora, o paranoicznym tekście, wyrażającym lęk przed ludźmi i bezpieczeństwo schronienia się w samochodzie, w którym można zamknąć się przed wszystkimi, pozostała chyba najbardziej znaną piosenką Numana w ogóle i paradoksalnie dość częsta jest sytuacja, kiedy ktoś utwór ten bardzo dobrze kojarzy lub zna, ale nie ma nawet pojęcia o tym, kto go napisał.

Wszystko pięknie, tylko dlaczego booklet jest aż tak krzywo?
Wspomniałem na początku, że do założenia tego bloga natchnęła mnie lekko dyskusyjna jakość reedycji tego albumu. Nie chodzi tu bynajmniej o jakość dźwięku, bo ta jest bez zarzutu, ale o wykonanie całości. Jak możecie zauważyć na zdjęciach, wykonanie poligrafii jest niestaranne, dość powiedzieć, że o ile jakość wydruku jest w miarę dobra, o tyle sam nadruk jest wykonany krzywo i nie pomaga też to, że wydawcy nie chciało się nawet spróbować tego jakkolwiek zamarkować - i książeczkę też dociął krzywo. Jest to chyba jedyny znany mi przypadek tego rodzaju, a totalne kuriozum w tym temacie prezentuje reedycja następnego albumu Gary'ego "Telekon". To już po prostu trzeba zobaczyć (kiedyś na pewno będziecie mieli okazję).

Reedycję "The Pleasure Principle" wzbogacono trzema utworami studyjnymi. "Asylum" ukazał się na stronie B singla "Cars", zaś "Random" i "Oceans" to dwa odrzuty z sesji do albumu. Dodatki ciekawe, ale w moim odczuciu raczej średnio wzbogacające podstawowe dziesięć utworów.

Z niewiadomych powodów wydawca zdecydował się także na umieszczenie czterech kompozycji, które znaleźć można na albumie live "Living Ornaments '79". Rozwiązanie dziwne i jeszcze bardziej rozmywające podstawowy album, tym bardziej, że wspomniane kompozycje to utwory z innych płyt artysty. Lekkie kuriozum, biorąc pod uwagę, że całe "Living Ornaments '79" również jest dostępne na osobnym wydaniu CD.

Co powiedzieć tytułem podsumowania? Czy polecić album? Zdecydowanie tak. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że jest to jedyna płyta Numana, której przeciętny zjadacz chleba potrzebuje, bo po prostu znajdują się tu chyba jego najlepsze kompozycje. Jeśli ta płyta się spodoba, na dokładkę polecam chwilę wcześniejszą "Replicas" z przebojem "Are Friends Electric?". Tylko zróbcie sobie przysługę i poszukajcie jak najbardziej podstawowych wydań tych płyt, najlepiej reedycji z 1998 roku od Beggars Banquet, ewentualnie wcześniejszych, jeśli takowe gdzieś znajdziecie. Raczej omijajcie wersje "30th/40th Anniversary" i "The First Recordings", bo zawierają one całą masę demówek i alternatywnych wersji, które względem finalnego miksu prezentują sobą dyskusyjną jakość - jednym na pewno się spodobają, drudzy pochwalą i docenią ich wartość historyczną, za to trzeci będą pytać po co w ogóle było to wydawać.
 
Warto wspomnieć, że album jako jedyne dzieło Numana znajduje się w książce "1001 albums You must hear before You die", w Polsce wydanej jako "1001 albumów muzycznych - historia muzyki rozrywkowej".

Wewnątrz znajdziemy opis powstania płyty.
Również tutaj widać jak bardzo wszystko jest krzywo.
Ewidentny przykład niechlujnej roboty.

Skan oryginalnej koperty to chyba jedynie dodatek
formalny - tekstów utworów nie da się przeczytać

Opis albumu w polskiej wersji książki
"1001 albumów muzycznych"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kraftwerk - "3-D The Catalogue". Zmarnowany potencjał.

Nie ma chyba na świecie człowieka, który interesowałby się muzyką i nie słyszałby nawet jednym uchem o niemieckim zespole Kraftwerk. Wielu z...