15 czerwca, 2022

Secret Service i składanka Top Secret - zapomniany twórca wielkiego przeboju "Flash In The Night"

Znacie ten przypadek, kiedy interesujący was zespół, film, książka czy gra są wielkimi przebojami, w swoim czasie są na ustach wszystkich, a już po kilku latach dziwnym zrządzeniem losu popadają w całkowite zapomnienie? Trend ten chyba najbardziej jest widoczny w branży filmowej i muzycznej. W końcu ile filmów czy piosenek albo całych płyt z ostatnich lat pamiętamy? O ilu z nich możemy powiedzieć, że były naprawdę dobre? A może były też takie, które były świetne, ale nie wiedzieć czemu już się o nich nie pamięta?
 
Historia zna wiele takich przypadków i to z wielu różnych dziedzin i gatunków. W temacie muzyki popularnej jednym z najlepszych przykładów jest szwedzki zespół Secret Service, wykonujący piosenki z gatunku pop, electro i italo, będący, przed pojawieniem się zespołu Roxette, największą po ABBIE szwedzką gwiazdą grającą lekką i melodyjną muzykę dla każdego. Zespół, który może nie grzeszył oryginalnością, nie przesuwał w jakikolwiek sposób granic muzyki rozrywkowej i tak naprawdę ani przez chwilę nie usiłował być choć odrobinę progresywny pod jakimkolwiek względem. Ale na przełomie lat 70. i 80. i przez niemal całą dekadę był bardzo dobrze znany w prawie całej Europie, Japonii, a nawet w Ameryce Łacińskiej i USA. Niestety, mimo przyjemnych, chwytliwych piosenek, mimo ogromnego przeboju "Flash In The Night", przed którym kłaniał się sam Jean Michel Jarre, zespół zniknął z widnokręgu krótko po wydaniu swojej ostatniej płyty, niemal natychmiast popadając w całkowite zapomnienie. Mówiąc szczerze do dziś zastanawiam się jak to możliwe, bo nawet w tamtym czasie wiele było wszelkiej maści potworków muzycznych, o których się pamięta i których nagrania wciąż lepiej czy gorzej, ale są dostępne choćby w postaci pojedynczych kawałków na rozmaitych składankach.
 
Z Secret Service sytuacja ma się zgoła inaczej, bo poza różnymi składankami i pojedynczymi piosenkami na niszowych kompilacjach, nagrań tego zespołu nie znajdziecie tak naprawdę nigdzie. Spośród siedmiu albumów studyjnych aż trzy z nich nigdy oficjalnie nie ukazały się na płytach CD! Swoją drogą tak zwane bootlegi to w przypadku tego zespołu istny temat rzeka, o którym warto byłoby kiedyś porozmawiać. 
 
Wracając jednak do samego zespołu. Tworzący go muzycy bynajmniej nie byli anonimowymi misiami, którzy wypłynęli znikąd, a doświadczonymi artystami, mającymi za sobą wiele lat aktywności scenicznej i nagraniowej na szwedzkiej scenie muzyki popularnej. Sam główny wokalista formacji, Ola Håkansson, śpiewał i nagrywał już od wczesnych lat 60., a do tego był również związany z wytwórnią płytową Sonet Grammofon AB, jedną z największych obok Polar i Cupol marek na tamtejszym rynku. Mało tego, był też postacią powszechnie rozpoznawalną, dzięki swej działalności w zespole Ola & The Janglers, z którym udało mu się wylansować kilka umiarkowanych przebojów. Po zawieszeniu działalności przez The Janglers działał na przestrzeni lat 1972-1977 w zespole Ola, Frukt & Flingor (szerzej znanym jako OFF), w którym występowali też Ulf Wahlberg, a w późniejszym czasie także Leif Johansson i Tony Lindberg - odpowiednio przyszli klawiszowiec, perkusista i gitarzysta Secret Service. Inną istotną postacią, mającą realny wpływ na cały dorobek zespołu, jest do dziś kompozytor Tim Norell, którego pozostali muzycy poznali w roku 1976.
 
Właściwa historia Secret Service zaczyna się tak naprawdę dopiero w roku 1979 od nieudanych eliminacji do Konkursu Eurowizji z piosenką "Det Känns Som Jag Vandrar Fram", napisaną przez Ulfa Wahlberga. Nieoczekiwanie dla wszystkich wysłane tak naprawdę na kompletnego wariata zgłoszenie zostało przyjęte, mimo iż z formalnego punktu widzenia piosenki nie wykonywał żaden konkretny artysta ani zespół. Była to po prostu taśma demo, na której zaśpiewał Ola. Zapytany o to, kto wykona piosenkę, Ulf podjął wówczas decyzję, że to właśnie Ola weźmie udział w konkursie. Niestety, grupa Ola+3 (będąca de facto zespołem OFF pod nową nazwą) nie osiągnęła ostatecznego sukcesu i zakończyła rywalizację na trzecim miejscu, nie przechodząc tym samym do międzynarodowej edycji konkursu. Panowie postanowili jednak nadal próbować i wkrótce na szwedzki rynek trafił album z wyżej wymienioną piosenką, zawierający autorski materiał, w tym piosenkę "Oh Susie", wykonaną w języku szwedzkim (pełny tytuł to "Oh Susie (Bara Vi Två Vet)"). Niestety nie zdecydowano się wydać jej na singlu, przez co nie miała szans by stać się przebojem. Droga do sławy okazała się naprawdę wyboista. Album nie przyniósł grupie popularności, jakiej ta się spodziewała i dlatego wkrótce zadecydowano o zakończeniu jej działalności. W jej miejsce powołano do życia zespół o nazwie Secret Service, początkowo jedynie czysto studyjną grupę, która według wielu w prostej linii zastąpiła Ola & The Janglers, a już niedługo miała stać się najjaśniejszą obok ABBY szwedzką gwiazdą muzyki pop.
 
Pierwszym singlem nowego zespołu był wspomniany przed chwilą utwór, zatytułowany "Oh Susie" - piosenka utrzymana w modnym stylu disco z wpływami electro, która szybko stała się hitem w wielu krajach europejskich. Na listach przebojów w Szwecji utwór utrzymywał się na pierwszym miejscu aż przez 14 tygodni. W krótkim czasie zespół nagrał swój debiutancki album, zatytułowany "Oh Susie", który zawierał również ich drugi wielki przebój, "Ten O'Clock Postman". Na listach przebojów oba singlowe utwory zajmowały dwa pierwsze miejsca przez blisko 55 tygodni, co jest wynikiem godnym podziwu. Debiutancki album szybko pokrył się złotem, w samej tylko Szwecji sprzedając się w liczbie ćwierć miliona egzemplarzy. Zespół szybko został dostrzeżony poza granicami swego kraju, a single i debiutancki album pojawiły się nawet w odległej Japonii (dużą płytę wydała tam firma Canyon, zmieniając tytuł na "Ten O'Clock Postman"). Radio Luxemburg nagrodziło grupę prestiżowym Złotym Lwem za osiem tygodni na pierwszym miejscu list przebojów za singiel "Ten O'Clock Postman".
 
Tak wielki sukces zachęcił muzyków do dalszej wspólnej pracy - pierwotnie zakładano, że Secret Service będzie tylko kolejnym studyjnym projektem. Niedługo później zespół rozpoczął prace nad drugim albumem, wydanym w 1981 roku i zatytułowanym "Ye-Si-Ca". Pod koniec roku 1981 pojawił się nowy singiel, zawierający megahit "Flash In The Night" (na odwrocie "Watching Julietta"). Piosenka okazała się wręcz powalającym sukcesem i została odnotowana na listach przebojów w całej Europie. Idąc za ciosem, zespół wydał kolejny singiel "Cry Softly"/"Fire Into Ice", który podkreślił zmianę stylu - muzyka stała się bardziej mroczna i zdominowana przez syntezatory. Wkrótce potem pojawił się nowy album "Cutting Corners" (1982), do dziś uznawany za opus magnum Secret Service. W latach 1984-1987 pojawiły się jeszcze trzy kolejne płyty, na których zespół jeszcze unowocześnił brzmienie i eksperymentował z samplerami i komputerami.
 
W tym miejscu najlepiej przerwać opowiadanie skądinąd ciekawej historii tej grupy, bo też nie taki jest cel tego postu. Jeśli będziecie chcieli kiedyś poświęcę jej osobny, dłuższy wpis. Dzisiaj zajmiemy się jedną z wielu składanek zespołu, która jest doskonałą pozycją startową dla nieobeznanych w temacie.

"Top Secret - Greatest Hits" z 2000 roku to do chwili obecnej najszerzej dostępna w sprzedaży składanka Secret Service, którą bez większych problemów znaleźć można nawet na polskim Allegro. Na krążek trafiło dwadzieścia nagrań – większość największych przebojów grupy, jeden utwór umieszczony na ścieżce dźwiękowej do filmu i dwa zupełnie nowe nagrania.

Wszystkie piosenki zostały cyfrowo odświeżone, brzmią głośno i wyraźnie, a ich słuchanie sprawia prawdziwą przyjemność. Nieco dziwić może, dlaczego w dobie płyt CD i komputerów i tak pozwolono sobie na nieznaczne skrócenie niektórych utworów (piosenki "Fire Into Ice", "Jo-anne Jo-anne" i "Let Us Dance Just A Little Bit More" występują tu w nieco skróconych wersjach singlowych, zaś piosence "Like A Morning Song" odcięto kilka sekund wstępu). Wytłumaczyć można to jedynie tym, że zamierzano stworzyć składankę tylko na jednej płycie CD (co również jest decyzją wyjątkowo dziwną, bo dorobek zespołu jest na tyle bogaty, że spokojnie dałoby się zapełnić i trzy płyty bardzo dobrymi piosenkami).
 
Jak wspomniałem wcześniej, na płycie możemy znaleźć kilka zaskakujących niespodzianek. Pierwsza nowość pojawia się już po przesłuchaniu "Oh Susie". Mowa tu oczywiście o utworze "The Dancer", a dokładniej rzecz ujmując, o odświeżonej i zaaranżowanej na nowo wersji "When The Dancer You Have Loved Walks Out The Door" z płyty "Cutting Corners". O tym nagraniu można powiedzieć tylko jedno – po prostu bomba! Kiedy usłyszałem je po raz pierwszy sam siebie zapytałem: "Jakim cudem mojej uwadze mógł umknąć taki utwór? " Odpowiedź jest prosta. W porównaniu z nową wersją, stara piosenka, zawarta na "Cutting Corners", jest nieco niemrawa i stonowana. Nowa wersja porywa już od pierwszych taktów.
 
Kolejną nowością jest piosenka "Destiny Of Love". W tym wypadku mamy do czynienia z zupełnie nowym nagraniem, być może powstałym już wcześniej, jednak zgodnie z informacją z okładki, przygotowanym specjalnie na tę okazję. Utwór można scharakteryzować krótko – typowa dla Secret Service, klimatyczna, rzewna ballada w całkiem niezłej aranżacji, przypominającej nieco czasy "Cutting Corners" i "Jupiter Sign".
 

Następnym utworem i jednocześnie debiutem na płycie CD, jest zremiksowana singlowa wersja "Night City". Bardzo prawdopodobne, że jest to "Not After 8 p.m. Version", dostępna dotąd jedynie na oryginalnym winylowym singlu. Niestety w tym przypadku muszę powiedzieć, że zamieszczenie wspaniałej wersji oryginalnej byłoby zdecydowanie lepszym posunięciem. Dla zainteresowanych – wersja oryginalna tej piosenki jest dostępna na składance "Spotlight” z 1990 roku lub w zremasterowanej wersji na szwedzkiej kompilacji "En Popklassiker" z 2002 roku (względnie jej międzynarodowym odpowiedniku o tytule "Greatest Hits" z 2007 roku).
 
Po wysłuchaniu remiksu "Night City" czeka nas odnowiona wersja "Rainy Day Memories", utworu, który w wydaniu oryginalnym był przedostatnią piosenką na albumie "Cutting Corners". Choć i tutaj aranżacja przywodzi na myśl padający deszcz, a nawet pojawia się vocoder, porównanie z oryginałem z 1982 roku może być nie lada dylematem. Pomimo całego uroku oryginału, nowa wersja brzmi nieco lepiej, jest trochę żywsza i bogatsza aranżacyjnie.
 
Kolejnymi nowościami są piosenki "The Sound Of The Rain" i "Bring Heaven Down". Pierwsza z nich to zupełnie nowa kompozycja, nagrana specjalnie z okazji wydania składanki. Druga to wbrew temu, co podaje okładka ("dotąd niewydana"), utwór napisany i nagrany w roku 1992 na potrzeby ścieżki dźwiękowej filmu "Ha Ett Underbart Liv". "Bring Heaven Down" to również ciekawa próba stworzenia piosenki na pograniczu stylów dance i techno. I trzeba przyznać, że jest to próba jak najbardziej udana. Pozostałe cztery utwory to dobrze znane klasyczne przeboje zespołu, które w przyjemny sposób zamykają tę udaną kompilację.

Podsumowując - nie ma chyba innej składanki, która tak dobrze dokumentowałaby dorobek tej niesłusznie zapomnianej formacji. Wszystkie utwory dobrano i ułożono starannie, przez co całość nie jest monotonna i niejednokrotnie potrafi zaskoczyć. Jedynymi mankamentami mogą być chyba tylko brak wspaniałej ballady "The Way You Are", którą Ola nagrał razem z Agnethą Fältskog z ABBY, oraz obecność na składance zwyczajnej, podstawowej wersji "Ten O'Clock Postman", która w zestawieniu z brzmiącymi dużo nowocześniej piosenkami "Oh Susie" i "L.A. Goodbye" jest co najmniej nie na miejscu (lepiej było sięgnąć po oficjalny remiks tej piosenki z 1982 roku). Polecam wszystkim fanom i zwykłym słuchaczom poszukującym czegoś nowego i ciekawego. Płyta powinna zadowolić obydwie grupy.
 
Płytę promował singiel "The Dancer" w dwóch
wersjach - zwykłej i promo

Oba wydania singla były tak naprawdę dokładnie
identyczne. Różniły się jedynie numerem
katalogowym.

Szata graficzna singla jest dokładnie identyczna
jak omawianej kompilacji

W Polsce Universal nie tylko wydał składankę na kasecie
magnetofonowej, ale też wydał lokalnego singla
promującego cały album.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kraftwerk - "3-D The Catalogue". Zmarnowany potencjał.

Nie ma chyba na świecie człowieka, który interesowałby się muzyką i nie słyszałby nawet jednym uchem o niemieckim zespole Kraftwerk. Wielu z...